Mojemu przyjacielowi...
Odpowiadając na twój list z 3-go dnia miesiąca Heszwan, na twoje pierwsze pytanie, w związku z tym, że powinieneś stać na straży dla obudzenia miłości w sercu przyjaciół, i to nie przyjmowane przez twoje serce jako rzecz godna - właśnie to, widzę, dla ciebie staje się skrajnie niezbędnym. Tak jak wiadome ci jest z tekstów mojego ojca i nauczyciela, że na relacjach między człowiekiem a jego przyjacielem uczą się prowadzić siebie w relacjach pomiędzy człowiekiem a Stwórcą. Ponieważ wyższy świat przebywa w doskonałym spokoju, i należy bez przerwy budzić miłość, dopóki nie zapragnie być miłością naszego połączenia, naszej radości. Czyli pokazują ci z Niebios, że taką drogą powinieneś zawsze budzić miłość Stwórcy, ponieważ wszyscy czekają na obudzenie z twojej strony. Czyli widzisz, że masz zasługę w miłości do przyjaciół, zgodnie z twoim widzeniem, czyli odpowiednio do tego, co pokazują ci z Niebios, myślisz, że budzisz ją właśnie ty (chociaż prawdę mówiąc, to niekonieczne tak, dlatego że jeżeli zapytasz przyjaciół, to ja nie jestem pewien, że oni zgodzą się z twoimi dowodami na to, że tylko ty pragniesz ich, a nie odwrotnie, i wystarczy rozumiejącemu).
I o tym powiedziano: „Sędzia posiada tylko to, co widzą jego oczy”. Czyli podejmując sąd o czymś, powinieneś ocenić tylko zgodnie z tym, co widzisz. Dlatego, w taki sposób pokazują ci z Niebios, że powinieneś za każdym razem budzić miłość Stwórcy, i powinieneś zawsze stawać na straży tego - dniem i nocą, czyli i w tym czasie, który odczuwasz jako dzień i tym, który odczuwasz jako noc, ponieważ mówimy Stwórcy: „Do Ciebie (należy) dzień i do Ciebie – noc”, co oznacza: i „noc”, czyli i ciemność nocy także przychodzi od strony Stwórcy na błago człowieka. Jak powiedziano: „Dzień dniowi przynosi mowę, noc nocy otwiera wiedzę” (zob. Sulam, część 1, punkt 103). Z tego wynika, że na tobie jest założone budzenie serc przyjaciół tak, by płomień zapłonął sam, jak powiedziano poprzez mędrców o frazie „kiedy będziesz zapalać świeczniki...” I kosztem tego staniesz się godny obudzić miłość Stwórcy na nas.
A odnośnie twojego drugiego pytania, że powinieneś zawsze budzić serca uczniów, a oni, od swojej strony, po tym, jak już zasłużyli zobaczyć ważność nauki, itd., ale niemniej jednak nie odnoszą się do lekcji z należytym szacunkiem - to również jest tobie na korzyść. Czyli pomyśl sam: przecież Stwórca darował Ci kilka razy Swoje zbliżenie do ciebie (chodzi o obudzenie), czyli już kilka razy odczułeś, że u ciebie nie ma innego przeżycia i troski w tym świecie, jak tylko by pozostać w zlaniu się z Nim, Błogosławionym, wiecznie. Tak jak w najprostszej pracy ty nie jesteś godzien służyć Królowi, czyżbyś miał jakąś zaletę przed twoimi rówieśnikami? Jednak czekasz, żeby Stwórca obudził cię do pracy, i było ci dane obudzenie z góry, i wtedy zaczniesz zajmować się lekcjami. Czyli, jak powinieneś obudzić uczniów, tak samo ty mówisz, że i Stwórca powinien obudzić ciebie, i jeżeli Stwórca da ci odczuć smak, to ty będziesz gotowy do pracy, a do tego czasu ty niezdolny jesteś do niej, itd. I tak pokazują ci z Niebios, w jaki sposób i z jakim pomniejszeniem i poniżeniem patrzysz na uczniów. I wystarczająco o tym.
A na trzecie pytanie, o tym, że utrzymują okręt w pływaniu wyjątkowymi miarami, to tak przyjęte w świecie: jeżeli jest obawa, że dziecko wyjdzie na ulicę samo w nocy, to mówią mu, że na ulicy niedźwiedź i inne złe zwierzęta. Dlatego że inaczej dziecko nie jest zdolne tego zrozumieć, czyli jeżeli dadzą mu zrozumieć prawdę, że nie ma ani lwa, ani niedźwiedzia na zewnątrz, a prosto pożyteczniej dla niego spać, itd., a główne - należy pozostać wewnątrz i nie opuszczać domu - to dziecko nie jest w stanie przyjąć prawdy.
Dlatego niech będzie ci wiadome, bracie mój, że dlatego, żeby przyjąć drogę prawdy i prawdziwe słowa mojego ojca i nauczyciela - nieliczni są ludzie zdolni dzisiaj słyszeć prawdę, gdyż tylko mnóstwo dzieci ty widzisz. I co mogę powiedzieć tobie w tym czasie, kiedy znajdujesz się w domu pełnym dzieci i zachwycasz się nimi, i piszesz do mnie, że one są szczęśliwe i śmieją się, i bawią się? Przecież tak jest założone dziecku - być radosnym i wesołym. Znane prawo, że nie biorą pod uwagę ani tego, kiedy dziecko płacze, ani kiedy ono bawi się, ponieważ wszystkie jego wrażenia, przeżycia i życzenia - tylko o rzeczach nikczemnych. A ty zachwycasz się, kiedy widzisz, jak dziecko płacze w czasie modlitwy, i kiedy ono wesołe i tańczy – zachwycasz się także. I piszesz, że zazdrościsz tego, jak śmieją się i tańczą dzieci. Czego zaś chcesz - znowu stać się dzieckiem? Niech będzie ci wiadome, bracie mój, że już minęła dla ciebie pora dzieciństwa, dlatego że zanim wszedłeś uczyć się do klasy ojca mojego i nauczyciela - tańczyłeś podobnie jak oni. I wystarczająco temu, kto rozumie...
I niech będzie Stwórca naszym pomocnikiem i uratuje w radości.