29 dnia miesiąca Tewet 5717 r. (1957), Manchester
Mojemu przyjacielowi...
Po przeczytaniu twojego listu od miesiąca Tewet, odpowiem ci krótko i ogólnie. Już pisałem do ciebie, że istnieje kategoria „podsłodzonych sądów” (dinim memutakim). I należy zrozumieć to, jako przygotowanie do wstąpienia do pałaców Stwórcy. Bywa czasem, że człowiek czuje siebie w poniżonym stanie, jak gdyby nie ma u niego ani Tory, ani pracy, i dopadają go próżne myśli świata, itp. Wtedy on wpada w rozpacz i myśli tak: „Już z pewnością nie o mnie powiedziano: „Ja stworzony, żeby służyć Panu mojemu”.” (Talmud, traktat Kiduszin, 82:1). Przecież to odnosi się do ludzi wysokiego polotu, od urodzenia posiadających dobre i cnotliwe jakości, roztropność i pragnienie starannego uczenia się Tory. Całe życie, ich rozum i serce, zajęte są przez Torę i pracę.
Z drugiej strony, jeżeli wziąć takiego człowieka, jak ja, to moje miejsce w chlewie. Powiedziano: „To nie puste słowo dla was, gdyż to życie wasze i długowieczność wasza” (Tora, Dwarim 32:47) - i to powiedziano nie o mnie”. Ale czasem bywa podsłodzenie w czasie pokory, kiedy człowiek budzi się i widzi: „Nie wiedziałem, że do takiego stopnia pogrążony jestem w próżność czasu, upuszczając z oczu cel, który trzeba spełnić. Śpiewa się w pieśni: „Wychwala mnie, gdyż pragnie mnie” - i ja także powinienem myśleć tak, dlatego że wszyscy synowie Izraela „mają los w przyszłym świecie”. Powiedziano: „Zatrzymał się i ukrył światło dla przyszłych sprawiedliwych” (Talmud, Traktat Hagiga). I teraz, kiedy ja jestem daleki od tego wszystkiego, nie można rozpaczać, ale trzeba tylko być pewnym Stwórcy, gdyż on słyszy modlitwy wszystkich ust, i nawet jeśli usta moje mówią niezupełnie to, co należy – oczywiście, że trzynaście właściwości miłosierdzia obudzą się i we mnie. Od dzisiejszego dnia i dalej mam nadzieję, że będę szedł naprzód, chociaż nie raz już mówiłem tak, a w sumie jak dawniej pozostawałem w swojej nikczemności.”
I tak człowiek odpowiada, że istnieje kategoria „świat – rok - dusza”. Te trzy parametry powinny połączyć się kiedyś, w jednym miejscu i w jednej duszy. A dlatego człowiek mówi, że teraz, oczywistym jest, że przyszedł czas wyjścia z wszelkich złych stanów. „Przychodzącemu oczyścić się – pomagają”. On naraz przystępuje do pracy z jeszcze większą wytrwałością i siłą. W czasie „wewnętrznych negocjacji” człowiek także nie doświadcza cierpień z powodu upokorzenia, widząc że we wszystkich dniach życia był tak godny pogardy - odwrotnie, w czasie „wewnętrznych negocjacji” on doświadcza przyjemnych odczuć i duchowego wzniesienia, ponieważ teraz świeci mu wielkość, której on potem stanie się godny. To oznacza, że or makif świeci mu z daleka. I chociaż tymczasowo on jest daleki od królewskich pałaców, czyli jeszcze nie stał się godny oczyszczenia swoich kelim z zamiarem ze względu na Niebiosa - w każdym razie, w nim jest podświetlenie od tego światła, które obłóczy się w niego później.
Wychodzi, że ten niski stan nie wywołuje w nim cierpień - odwrotnie, człowiek doświadcza zadowolenia. To nazywa się „podsłodzeniem sądów”. Innymi słowy, bieżący stan przedstawia mu się już nie tak złym. Wszystko to odbywa się dlatego, że człowiek nie ogląda się do tyłu, w przeszłość, a patrzy naprzód, czyli na światło, które odzyska później. W ten sposób, on zlany jest ze Stwórcą poprzez or makif.
Jednak w dwóch wyżej opisanych stanach, człowiekowi pomimo wszystko trudno odzyskać zdolność sądzenia i wyjaśnić sobie, który z tych stanów on powinien wyróżnić. Jak prawo - jeżeli człowiek jeszcze nie nauczył się drogą pracy, on podobny jest do przeciąganego cienia. Czasem z góry pokazują mu stan rozpaczy, a czasem - podsłodzenie upokorzenia. Jednak, tak czy inaczej, jeżeli człowiek nie może wybrać dla siebie, co właśnie powinien wziąć - w każdym przypadku, on nie powinien wierzyć w to, że stan rozpaczy jest prawdziwy. Ale powinien człowiek powiedzieć, że jeszcze nie nauczył się pracy i znajduje się w gnieździe procy, przerzucanej z góry ze stanu w stan.
Jeżeli zaś człowiek wpada w pierwszy stan, w rozpacz, wtedy on rzeczywiście jest martwy. A czasem sam uśmierca siebie, uciekając do miejsca zapomnienia i ściągając na siebie niebezpieczeństwo. Zazwyczaj, podobny stan wywołany jest przez otoczenie i nazywa się „śmiercią”. O takim człowieku powiedziano: „pośród zmarłych wolny” (Psalmy, 88:6). Ponieważ człowiek jest martwy, on uwalnia się od przykazań. Przecież on uważa, że wszystkie przykazania, otrzymane przez niego od nauczycieli, nie przyniosły żadnego pożytku, i dlatego więcej nie odczuwa potrzeby trzymać się ich.
Rada tutaj tylko jedna: powrócić w otoczenie żywych ludzi, czyli do tych, którzy jeszcze trzymają się przykazań otrzymanych od nauczycieli. Prawdą jest, w takim stanie człowiek nie jest w stanie uwierzyć, że w jego społeczeństwie znajdują się ludzie odnoszący się do kategorii „żywych”. Wydaje mu się, że świat zgasł, i gdzie by on nie spojrzał, widzi tylko bezduszne ciała. Tylko w jednym on może przyłożyć wysiłki i zobaczyć, czy kontynuuje mimo wszystko jego otoczenie wypełnianie przykazań nauczyciela. Ale czasem i tego z góry nie pozwalają mu zobaczyć. Wtedy on ujawnia najpierw odrobinę przebiegłości i już nie może mylić się tym, że idzie prawidłową drogą. I ponieważ widzi, że czyny jego nie są pożądane, doświadcza okropnych cierpień, podczas gdy członkowie społeczeństwa nie widzą swojego prawdziwego stanu, albo też nawet nie mają czasu na to, żeby zobaczyć, że są godni pogardy, i dlatego oni ze spokojnym sercem prowadzą beztroskie życie.
W odróżnieniu od tego, żyjąc w cierpieniach, czasami człowiek przykłada wysiłki otrzymać nasłodzenie od próżnego życia tego świata, jednak i to nie może dać mu duchowego zadowolenia. I chociaż widzi, że inni nasładzają się życiem, nie może zrozumieć tego, dlaczego on sam pokrzywdzony przez los i niezdolny jest otrzymywać zadowolenia od życia duchowego, podobnie jak inni.
Człowiek idzie ulicą i patrzy na mijających go ludzi: jeden spieszy się do pracy, inny – w sprawach swojego biznesu, trzeci – do jesziwy, i u nikogo na twarzy nie widać śladów męk i cierpień, wszyscy są weseli i radośni. „Dlaczego właśnie ani w szacunku, ani w zapłacie nie widzę wystarczającego powodu do nasłodzenia? Nawet ci, których sytuacja materialna jest gorsza niż moja, mimo wszystko nie doświadczają takich cierpień, żeby przestać zadowalać się życiem. A ja sam widzę w życiu niewiele sensu, i we wszystkich materialnych zadowoleniach nie znajduję wystarczającej nasłody. Prawda, ja nie mówię, że jeżeli materialne zadowolenia nie tak słodkie, jak pragnę, to można je odmówić - przecież każdego drobiazgu, nie wartego nawet grosza, mimo wszystko nie jest przyjęte wyrzucać. Jednak mnie niepokoi pytanie: Dlaczego ja, w odróżnieniu od otoczenia, nie doświadczam tak dużych nasłodzeń, które wywoływałyby u mnie takie samo zadowolenie?”
Przedstawimy sobie to w postaci rysunku i dopuścimy, że materialne nasłodzenia zbierają 40% całego nasłodzenia. W takim przypadku, one mogą zaspokoić tych, komu wystarcza czterdzieści procent. Jednak jeżeli człowiekowi zdarzyło się skosztować smaku duchowych nasłodzeń, osiągających 60-procentowy poziom, wtedy trudno mu przyzwyczaić się do „potraw”, w których jest zawarte nie więcej niż czterdzieści procent. Oto, dlaczego wszyscy są weseli i radośni, podczas gdy on żyje w cierpieniach. Przecież on potrzebuje 60% nasłodzenia. Jednak, jak powiedziano wyżej, on nie odrzuca ani jednego nasłodzenia, nawet jeśli jest jednoprocentowe. I dlatego jest zły. Chociaż on otrzymuje te same nasłodzenia, co inni, jednak jest zły, pragnąc odzyskać to 60-procentowe nasłodzenie od duchowego smaku, do którego już się przyzwyczaił.
Jednak w materialnym, początkowo niemożliwym nasłodzić się niczym, oprócz cienkiego świecenia, jak powiedziano w świętym Zoharze. Mowa idzie o obciętym nasłodzeniu, i dlatego, jeśli nawet człowiek już martwy, jeśli nawet stracił smak życia duchowego, jednak, przypominając sobie o tym, że przyzwyczaił się do kosztowania smaku nasłodzeń przekraczających materialne, on doświadcza cierpień i traci duchowe zadowolenia. O tym powiedziano: „Robak (rima) dla martwego - jak igła dla żywego ciała” (Talmud, Traktat Szabbat 13:2). Innymi słowy, kiedy człowiek martwy, i on wspomina smak nasłodzenia wzbudzonego przez duchowe wzniesienie (rima) - to dla niego, jak igła dla żywego ciała.
Kiedy był żywy, całe jego nasłodzenie było tylko w Torze i pracy. On odczuwał smak pełnej poświęcenia pracy ze względu na sprawienie zadowolenia swojemu Stworzycielowi. A jeżeli, uchowaj Boże, w nim budził się jakikolwiek grzech, czyli pragnienie życzenia nasłodzić się – on doświadczał z tego powodu cierpienia. To oznacza „igłę” (grzech) w żywym ciele, kiedy on był zlany z życiem. A teraz, wspominając wzniesienie, on przebywa w jakości martwego i także doświadcza cierpień.
Jednak jest prawo: pamięć o martwym także ściera się z serca. Inaczej mówiąc, człowiek zapomina, że kiedyś żył, a teraz przebywa w stanie śmierci. Wtedy zanurzamy się w potok życia, powiązanej wspólnoty jako całości, a już nie cierpimy z powodu takiego życia. Dochodzimy do tego, że zapominamy o wszystkim i osiągamy stan, który nazywa się: „pośród martwych wolny”. Człowiek staje się wolny od wszystkich przykazań otrzymanych od nauczyciela, i dochodzi do zapomnienia: on zapomina o tym, że kiedyś wykonywał jakąś pracę. Wydaje mu się, że w obecnym stanie on pogrążony był przez wszystkie dni swojego życia. I nawet tej analizy on zapomina przeprowadzać, po prostu poddając się woli prądu, zakleszczającego świat.
Stąd wynika, że niektóre stany wymieniają się nawzajem, zanim nam uda się podłączyć do źródła życia, ożywczego dla wszystkich dusz.
1. Człowiek zapomina przeprowadzać jakiekolwiek analizy na swój obecny stan.
2. On przeprowadza analizy z samym sobą, widzi, że jest martwy, wspomina czas wzniesienia i odczuwa wtedy życie w cierpieniach, podobnych do igły, grzechu w żywym ciele. Jednakże on wpada w rozpacz!
3. Przeprowadza analizę i widzi, że jest martwy, jednak świeci mu światło pewności, on umacnia się i bierze na siebie zobowiązanie w tym, że od tego momentu i dalej będzie poruszał się drogami pracy w kategorii podsłodzenia.
4. Człowiek pracuje nad przykazaniami rozumem, a serce zadziała według miary możliwości, według zasady: „wszystko, co w twoich rękach i siłach uczynić – uczyń”. Wówczas człowiek odczuwa smak w studiowaniu kabbaly, chociaż nie rozumie duchowej istoty rzeczy. Tak albo inaczej, nauka świeci mu światłem kryjącym się w Torze, i człowiek czuje smak w pracy powyżej wiedzy, a także swoje oddalenie, wywołane przez życzenie nasłodzić się. On dąży tylko do pracy na oddawanie, dopóki Stwórca nie ulituje się nad nim i nie powie mu słowa pokoju. Jak powiedział mój ojciec i nauczyciel: „Usłyszę, że powie Bóg, gdyż powie słowo pokoju narodowi Swojemu i zwolennikom Swoim, aby tylko nie powrócili do głupoty” (zob. Psalmy 85:9).
I rzeczywiście, tu trzeba uświadomić sobie trudne i najpoważniejsze pytanie. Staliśmy się godni usłyszeć słowo żywego Stwórcy z ust Ari, a także mojego ojca i nauczyciela, i zobaczyliśmy, że nic nie jest ukryte od Niego. Za każdym razem, stając się godnymi pochylenia się przed Nim sercem i duszą, my już sami czuliśmy, że przebywamy w duchowym obszarze, który powyżej nikczemności tego świata. W jaki sposób zdarzyło się, że pozostaliśmy w obecnym stanie, każdy na swoim poziomie? Przecież każdy z nas powinien znajdować się na wyższym niż obecnie, stopniu.
Pytanie to jest otwarte w Torze. Już interpretowałem dla was opowiadanie o wyjściu narodu Izraela spod władzy faraona i tłumaczyłem, dlaczego, życząc wyprowadzić Izrael z Egiptu, Stwórca potrzebował zgody faraona. Przecież czy on nie jest Wszechmocny? Wyjaśniłem, że „faraon” - to ciało, a ciało powinno kochać Stwórcę całym sercem, itd. Jednak miłość jest niemożliwa pod przymusem, i dlatego należy zapytać: Jeżeli wiadomo, że praca powinna odbywać się powyżej wiedzy – dlaczego wówczas Stwórca pokazywał znaki faraonowi? A także niezrozumiałe są słowa: „Ja wystudziłem serce jego, ażeby dokonać tych Moich znaków wewnątrz niego” (zob. Tora, Szmot 10:1). Pojawia się pytanie: Przecież w takim razie odebrał On faraonowi możliwość wyboru? Mało tego, że serce człowieka w młodości błędne - Stwórca ponadto raz za razem coraz bardziej studził je. Oznacza to, że człowiek nie ma nawet najmniejszej możliwości wybrać dobra i gardzić złem?
Zrozumiemy to z tego, na co wskazał nam mój ojciec i nauczyciel. Podstawą naszej pracy powinien być zamiar ze względu na oddawanie, jednak w przypadku znaku staje się trudnym pracować z zamiarem liszma. A przede wszystkim, jeżeli jest pytanie „Kto?” (litery: מי, MI) - powstaje możliwość dla połączenia z kategorią „te” (litery: אלה, ELE). I dzięki dwóm tym czynnikom staje się zrozumiałe Imię Stwórcy (ELOKIM, אלקים). Gdyż ELE bez MI nie istnieje, jak wyjaśnia się w Przedmowie do komentarza Sulam do księgi Zohar. Główne, trzeba żeby stały się zrozumiałymi litery Tory. Przecież „chłop nieprawowierny”, i potrzebny właśnie zwolennik Tory, a inaczej wychodzi, że „wydający córkę swoją za mąż za chłopa, jak gdyby wkłada ją w paszczę lwa” (zob. Talmud, Traktat Psachim 49:2). Innymi słowy, śmierć jest nieuchronna, jeżeli on nie jest zwolennikiem Tory. A Tora - to kategoria średniej linii i ona włącza w siebie oba faktory: MI i ELE, razem tworzące Imię Stwórcy ELOKIM.
W konsekwencji, jeżeli człowiek przystępuje do prawdziwej pracy i zaczyna odczuwać smak w niej - wtedy on ma już możliwość potknięcia się w aspekcie życzenia nasłodzić się. Innymi słowy, on już posiada podstawę do zajęć Torą i przykazaniami, ponieważ on czuje w tym smak subtelniejszy, niż we wszystkich marnościach tego świata. A więc, w nim już nie ma potrzeby kategorii wiary powyżej wiedzy, ponieważ odczucie nasłodzenia samo przez siebie oznacza niepodważalny znak tego, że warto być pracownikiem Stwórcy.
Jeżeli zaś człowiekowi nie dadzą smaku do pracy, to on nie może kontynuować jej, dlatego że trudno naraz przystąpić do pracy powyżej wiedzy - zaczynamy z lo-liszma, a następnie przychodzimy do liszma. I porządek tu taki sam, jak podczas nauki chodzenia dziecka: trzymają je za rękę i prowadzą, a kiedy zaczyna chodzić, puszczają je. Najpierw ono upada, i znowu je podnoszą, a ono znowu upada - taki porządek, dopóki ono nie nauczy się chodzić bez żadnej pomocy. Wtedy człowiek może pracować liszma i stając się godnym, wielu już wie, jak zachowywać się, żeby przebywać w stanie oddawania, chociaż on teraz obficie otrzymuje. Przecież on jest zwolennikiem Tory, innymi słowy, stale zajmował się Torą, ażeby wiedzieć, jak zachowywać się, żeby wszystkie jego zamiary był ze względu na Niebiosa. Wówczas zaczyna się okres, kiedy otwierają mu tajemnice Tory, istotą których – „obfitość, wylewana na pracowników Stwórcy”.
Z wyżej powiedzianego zrozumiemy, co oznacza „wystudzenie serca”, które Stwórca obiecywał Mosze. Po wszystkich cudach i zadziwiających dziełach, nawet jeśli odzyskamy jakieś uświadomienie wielkości w tym, co dotyka jak podniesienia ducha, tak i odkrycia Tory, jeśli nawet w czasie działania będziemy doświadczać od tego dużego i potężnego wzniesienia, dopóki nie dojdziemy do wniosku, że nie ma nikogo oprócz Niego, i że wznosić się należy tylko dlatego, żeby służyć Stwórcy - a zarazem, nie trzeba myśleć, że tym samym zniknie miejsce do pracy w stosunku tego, co człowiek powinien otworzyć, ponieważ on natychmiast schyli głowę przed nauczycielami, i u niego nie zostanie możliwości wyboru.
W odniesieniu do tego, co człowiek powinien wybrać, obiecał Stwórca: „Ja mogę uczynić to, realność która tobie niepojęta”. Stwórca posyła „wystudzenie serca”, ale po wszystkich znakach i otwarciach człowiek natychmiast zapomina o wszystkim, i powinien od nowa zaczynać swoją pracę. Możesz zapytać: Po co wszystkie te znaki, jeżeli człowiek zapomina o nich? Jednak okres znaków jednoznacznie ustala, że warto być pracownikiem Stwórcy. To nazywa się pomocą i przychodzi nie kosztem człowieka, a kosztem Tego, kto pomaga.
Jednak razem z tym człowiek przyucza siebie poruszać się, jak opisano wyżej w przykładzie z dzieckiem. A dlatego nawet my staliśmy się godni usłyszeć słowa żywego Stwórcy z ust Szhiny, mówiącej z krtani mojego ojca i nauczyciela. W każdym przypadku, wybór pozostaje nam, i nawet jeśli otworzył nam mnóstwo rzeczy, to działo się tylko dlatego, żeby nastawić nas, ażebyśmy mogli iść bez pomocy.
Dlatego przy każdym objawieniu Tory, które otwierał przed nami, przy odczuciu duchowego wzniesienia i trwałej pewności w tym, że niezbędnym poświęcić siebie tylko dla pracy na błago Stwórcy - natychmiast przychodzi „wystudzenie serca”, jak powiedziano: „Ja wystudziłem serce jego”. Cel tego jest w tym, żeby potem u nas pojawiła się możliwość wyboru ze swojej strony, gdyż to nazywa się wysiłkami bez pomocy. Przecież zamiarem Stwórcy było przyprowadzić nas do upragnionej doskonałości, i dlatego pozostał każdy w takim stanie, który nie pasowałby jego uczniowi.
Powinniśmy umacniać siebie zgodnie z tym, co powiedziane było w moim poprzednim liście: Praojciec nasz Jaakow nie umarł. Innymi słowy, właściwość prawdy żyje i istnieje po wieczne czasy. I niech urzeczywistnią się słowa: „Nie bój się, niewolniku Mój Jaakowie - powiedział Stwórca - i nie lękaj się Izraelu, gdyż uratuję Ja ciebie z daleka i potomstwo twoje - z kraju zniewolenia ich” (Prorocy, Jermijau 30:10). Nawet jeżeli my jesteśmy skrajnie oddaleni, ratunek przychodzi od Stwórcy w mgnięciu oka, i staniemy się godni dojść do prawdy, czyli sprawić zadowolenie swojemu Stwórcy, niech będzie Jego wola na to.