16, pierwszego Adara 5732 roku (2 marca 1972 r.)
Przyjacielowi…
Twój list otrzymałem z dodatkiem osiemnastu… Co zaś dotyczy stosunków znanych jako „twarzą w twarz”, itd. – czyli w tej chwili, kiedy człowiek czuje swoją nikczemność przez to, że czuje Wielkość Stwórcy. Tak jak przyjęte jest w świecie: to, co dają drugiemu – jeżeli mały on, to i oddawanie jego bardzo małe. Dlatego kiedy mają zamiar dać ofiarę, to szukają ludzi szanowanych, wielkich – gdyż miara oddawania otrzymującemu odpowiada poziomowi jego ważności. Dlatego w tym czasie, kiedy człowiek chce dawać dla Stwórcy, do niego przychodzi „zły początek” i rysuje mu obraz „Szhiny w prochu”, czyli na ile wystarczająco jest tego, co już oddajemy, i nie ma potrzeby dawać więcej.
Ten zaś, kto chce otrzymać oddanie od swojej pracy, przeciwnie – przydaje ważności dającemu i mówi sobie, że dający jest dobry, tworzący dobro, miłosierny – przypisuje dającemu wszystkie zalety, ponieważ pragnie, żeby ten dał mu wszystko, co najlepsze. I tak jest, ponieważ niewolnictwo oparte jest na opłacie za pracę. I nieważne co będzie opłatą: materialne czy duchowe – to, co człowiek wyobraża sobie za duchowe - główne, żeby to było opłatą i oddaniem za jego pracę. Wtedy za pomocą niewielkiego myślowego napięcia i wysiłku on może zrozumieć ważność i wartość dającego.
Jak powiedział mój ojciec i nauczyciel: „Cała osnowa jest w tym, że człowiek powinien prosić, żeby wszystkie jego myśli i życzenia były tylko na błago Stwórcy”. I wtedy naraz przedstawia się mu obraz jego nikczemności, który nazywa się „Szhina w popiołach”. Dlatego nie należy dziwić się upadkom, dlatego że „grosz do grosza – zbiera się duża suma”. I to nazywa się (jak uczyliśmy się), że nie ma zniknięcia w duchowym, a oddalił się (On) czasowo, żeby była możliwość iść do przodu, dlatego że każda chwila, która jest wyjaśniona, zanalizowana (i przyłączona) do świętości, wchodzi we władzę świętości. I człowiek upada tylko dlatego, żeby wybrać dodatkowe iskry świętości. Istnieje tylko jedna rada dla człowieka: nie czekać, aż go opuszczą na stopień, a kiedy czuje swoją nikczemność – znowu podnosić się.
I to wzniesienie nazywa się, że: „on (człowiek) wybrał część w świętości”, ale on sam opuszcza się, i podnosząc inne iskry wznosi je we władzę świętości, jak powiedziano: „Szukał zanim stracił” (Szabat, 152), czyli jeszcze zanim tracę swój dzisiejszy stan, już zaczynam szukać. Jak powiedział mój ojciec i nauczyciel o królu Dawidzie, mówiącym: „Obudzę świt”, i zinterpretowali nasi mędrcy: „Ja budzę świt, a nie świt budzi mnie”. Dlatego podstawowa ochrona – w czasie wzniesienia, a nie w czasie upadku. I w czasie wzniesienia należy przyciągać poziom lęku (przed Stwórcą), żebyśmy, nie daj Bóg, nie wypadli na zewnątrz. Ale po wszystkim tym nie pozostaje nam nic, jak krzyczeć do Króla i prosić Go, żeby zmiłował się nad nami raz i na zawsze.
I zakończę (na tym) swój list, dlatego że nie przyzwyczaiłem się do pisania listu.