×

Wielowymiarowość świadomości Duszy

Dodał: Alexandr  •  

Zaczniemy od tematu, który w naukach ścisłych i w myśli metafizycznej stanowi granicę między zwykłym opisem zjawisk a głębokim zrozumieniem ich istoty. Współczesna koncepcja świata, ta, w której na co dzień funkcjonuje ludzki umysł, opiera się na przekonaniu o istnieniu trzech wymiarów. W ostatnich czasach wiele mówi się o czwartym wymiarze, często wrzucając go do jednego worka z pojęciem czasu. Pojawiają się też spekulacje na temat piątego, szóstego i kolejnych wymiarów. Jednakże, aby naprawdę zgłębić naturę rzeczywistości, należy porzucić to, co nieznane, i skupić się na tym, co może zostać zweryfikowane przez wewnętrzną percepcję i logikę wyższego rzędu. Zatrzymajmy się na czwartym, piątym i szóstym wymiarze.

Zanim jednak przejdziemy do ich definicji, należy obalić największy dogmat, który od wieków ogranicza ludzką świadomość. Dogmat ten mówi, że czas jest czwartym wymiarem rzeczywistości. Z pozoru wydaje się to logiczne, pasuje do codziennych doświadczeń, do tykających zegarów i zmieniających się pór roku. Jednakże, z punktu widzenia struktury kosmicznej i duchowej fizyki, nazywanie czasu wymiarem jest absurdem. Jest to błędne założenie, które stało się pułapką dla umysłów przywiązanych do materialnej formy.

Aby to zrozumieć, należy przeprowadzić eksperyment myślowy, który natychmiast obnaża słabość konwencjonalnego myślenia. Wyobraźmy sobie paradygmat, w którym Ziemia nagle zatrzymuje się w jednym punkcie. Zwraca się twarzą do Słońca i zastyga w bezruchu. Słońce świeci non-stop, bez przerwy, nie wchodzi ani nie zachodzi. Ziemia stoi naprzeciwko Słońca w absolutnym, niezmiennym punkcie. W takiej konfiguracji, jak należałoby liczyć czas? Skąd wziąć jego miarę, gdy nie ma ruchu, nie ma zmiany, nie ma cyklu? Czas znika jako taki. Pojęcie i odczucie czasu po prostu rozpływa się w nicości. Skoro po zatrzymaniu ruchu czas przestaje istnieć, to nie może być on fundamentem bytu, nie może być wymiarem. Staje się jedynie konstruktem umysłowym, wygodną miarą, iluzją, która wpływa na mózg, trzymając go w przekonaniu, że jest podmiotem nieustannego upływu.

Czas, w swojej prawdziwej definicji, to nic innego jak odległość pomiędzy przyczyną a skutkiem. W systemie kosmicznym jest to okres ruchu, który przebywa obiekt od punktu A do punktu B. Jeśli weźmiemy strukturę czasu na płaszczyźnie Ziemi, opieramy się wyłącznie na ruchu Ziemi wokół własnej osi – to ona dyktuje rytm dobowy. Jeśli wyjdziemy poza granice Ziemi i oprzemy się na ruchu planety wokół Słońca, to ten ruch będzie określał nową strukturę czasu. Jeśli wejdziemy jeszcze głębiej, w strukturę gwiezdną, ujrzymy ruch Słońca wokół centralnej gwiazdy, co narzuci zupełnie inną, galaktyczną strukturę czasu. Mózg, dostosowując się do tych różnych odniesień, odczuwa czas w sposób względny. Ale dopóki istnieje ruch, istnieje iluzja dystansu. Gdyby wszystko zahamowało, gdyby stanęło w jednym punkcie, pojęcie czasu zostałoby zdemaskowane jako pseudostan, jako symulacja narzucona percepcji. Czas nie jest wymiarem. Czas jest klipą – przeszkodą, skorupą, która oddziela przyczynę od skutku, aby świadomość ograniczona do trzech wymiarów nie została przytłoczona jednoczesnością wszystkiego.

Skoro czas nie jest wymiarem, to czym jest czwarty wymiar?

Czwarty wymiar to przestrzeń przyczyno skutkowa. To stan, w którym przyczyna i skutek nie są odseparowane czasem i przestrzenią. W świecie trójwymiarowym obserwator jest więźniem skutków. Widzi obiekt, widzi zdarzenie, widzi sytuację – i na nie reaguje. Widzi koniec procesu, ale nie widzi jego źródła. Żyje w cieniu, myląc odbicia ze światłem. Czwarty wymiar to przekroczenie tej liniowości. To przejście od postrzegania procesu do postrzegania struktury.

Aby to zrozumieć, warto przypomnieć sobie logistykę dwóch wymiarów. Wyobraźmy sobie mrówkę leżącą na płaskiej kartce papieru. Dla niej rzeczywistość to tylko linie i płaszczyzny. Jeśli narysuje się wokół niej zamknięte koło, mrówka będzie krążyć w nieskończoność, niezdolna pojąć, że istnieje wyjście. Dla jej umysłu koło jest granicą wszechświata. Ale dla istoty trójwymiarowej, która patrzy na kartkę z góry, koło nie jest przeszkodą. Istota trójwymiarowa widzi całą płaszczyznę jednocześnie.

Podobnie jest z człowiekiem uwięzionym w trójwymiarowości. Ogranicza go własny umysł, jego spektrum postrzegania. Ale kiedy świadomość rozszerza się i wkracza w czwarty wymiar, zaczyna postrzegać nie tylko zewnętrzne formy i ich wewnętrzne odbicia, ale przede wszystkim przyczyny wszelkich rzeczy. W tym stanie punkt A i punkt B przestają istnieć jako oddzielne byty w systemie ruchu. One stoją w jednej kropce. Dzieciństwo, dojrzałość, starość – to nie są kolejne etapy oddzielone rzeką czasu. To jeden logicznie zakręcony poziom, jedna struktura, która zmienia swoją formę w zależności od wyrażonych życzeń, ale w swojej istocie jest jednością.

Dusza, która wychodzi z ciała, natychmiast jest poza trzema wymiarami. Ona już nie jest w systemie trójwymiarowości. Pojawia się i znika tam, gdzie chce być, gdzie chce się objawiać, ponieważ dla niej nie istnieje dystans wynikający z ruchu. Mówiąc o kolejnym wymiarze, mówi się o czymś, co nie jest ujęte w systemie ruchu i przyczynowo skutkowości, ale oparte jest na logicznym łańcuszku, w którym początek i koniec współistnieją. Czwarty wymiar to stan, w którym forma istnieje w całej swojej potencjalności jednocześnie. To przejście od bycia biernym odbiorcą, popychanym przez zewnętrzne zdarzenia, do bycia uczestnikiem procesów, który widzi mechanizm kształtujący rzeczywistość jeszcze przed jej zgęstnieniem do formy fizycznej.

Kiedy jednak znika dystans czasowy, pojawia się pytanie: jak operować w tej przestrzeni? Jak przenieść strukturę, energię, myśl z punktu A do punktu B, nie tracąc na to żadnego czasu? Jak spełnić każdą formę bez ograniczeń?

Tu dochodzimy do pojęcia, które zostało wykreślone ze współczesnych programów nauczania. Pojęcia, które ludzie rozumieją w sposób prymitywny, sprowadzając je do strzałki i kierunku. Mowa o wektorze. System ruchu wektorowego to wejście kolejny wymiar. To wiedza, która była znana tysiące lat temu, oparta na procesach funkcjonowania wszechświata i systemie przekazywania impulsu.

Aby zgłębić naturę wektora, należy odwołać się do korzeni samego słowa, do duchowej wiedzy zaklętej w języku. Współczesna komunikacja opiera się na skojarzeniach, ale stare słowa niosą w sobie prawa natury. Słowo „wektor” składa się z dwóch członów: „wek” i „tor”.

„Tor” to światło, to Tora. To zamknięty system, w którym światło obraca się w określonych miejscach, w logicznych wiązkach, w stanie potencjalnej pełni. Każdy człowiek sam w sobie jest pewnego rodzaju torem światłą, wewnętrznym kręgiem, gdzie światło krąży, gdzie wszystko już istnieje, ale jest jeszcze nieujawnione.

„Wek” oznacza „wychodzący”.

Zatem wektor to impuls, który wychodzi z Tora. To nie jest strzałka wskazująca kierunek w trójwymiarowej przestrzeni. To jest akt manifestacji. W systemie trójwymiarowości wektor wydaje się być jedynie kierunkiem ruchu, ale w systemie duchowości, w wyższych aspektach światła i sił, wektor to manifestacja określonego obiektu poprzez wyjście z wewnętrznego kręgu. To przebicie bariery między potencjałem a rzeczywistością.

Każdy określony ruch w systemie globalnym to wyjście z określonego koła, z określonego tora. A takich torów jest niewyobrażalnie wiele. Kiedy świadomość wchodzi w odpowiedni stan, kiedy impuls wychodzi z wewnętrznego Tora i włącza się w inną rzeczywistość, tworzy ją. Wektor to instrukcja stanu, nałożenie wzorca na rzeczywistość. Nie ma tu przemieszczania energii w czasie, jest jej natychmiastowa manifestacja. Świadomość, która operuje na poziomie prawdziwych wektorów, jest świadomością niezależną. Nie musi „dochodzić” do celu, nie musi pokonywać dystansu. Ona po prostu ustanawia cel, wycina impuls ze swojej wewnętrznej pełni i rzuca go w przestrzeń, rekonfigurując otoczenie.

Ludzie zwykli nie pojmują tego mechanizmu. Widzą tylko cień wektora – ruch w przestrzeni. Nie rozumieją, dlaczego ta wiedza została ukryta. Świadomość, która potrafi przesyłać obraz i myśl bez kosztu czasowego, jest architektem rzeczywistości. Obecna przestrzeń istnienia, w naszym świecie, idzie zgodnie z systemem odbiorcy, który musi poruszać się po wytyczonych torach, pokonywać opór materii, czekać na efekty. Prawdziwe prawo wektora czyni jednostkę twórcą, który nie pyta „dokąd prowadzi ta droga?”, ale „gdzie chcę, aby ściana labiryntu przestała istnieć?”.

Tu jednak pojawia się mechanizm, który łączy czwarty i piąty wymiar z aktywną kreacją. Mianowicie: co powoduje, że światło wychodzi z Tory? Co nadaje wektorowi siłę przebicia?

Każdy ruch świadomości jest zakłóceniem stanu równowagi. W systemie kreacji nie chodzi o łagodne dostrzeganie, ale o aktywną zmianę praw według własnego uznania. Nie bierze się pod uwagę aspektów narzuconych przez przeszłość, ale tworzy rzeczywistość współgrającą bezpośrednio z wewnętrzną intencją.

Kluczem jest tu napięcie. Napięcie uwagi, napięcie intencji. Kiedy uwaga jest skoncentrowana, ale nie ma w niej napięcia, pozostaje w stanie pasywnego potencjału. Ale kiedy pojawia się napięcie, kiedy ma ono ruch wektora w obie strony – zdolność przyciągania i odpychania – wchodzi w działanie twórczy system kreacji. Kiedy idzie przyciąganie, przyciąga się te części rzeczywistości, które są niezbędne do kolejnej manifestacji.

W systemie kabalistycznym ten rodzaj napięcia jest wywoływany przez to, co nazywa się Masachem. Masach to nie jest bariera czy przeszkoda, jak się to często prymitywnie tłumaczy. Masach to rodzaj siły, wewnętrznej modulacji świadomości, która potrafi działać w dwie strony. Może przyciągać, może odpychać. On działa jak napięcie łuku.

Wyobraźmy sobie łuk. Samo drewno i cięciwa leżące na ziemi nic nie znaczą. Ale kiedy cięciwa zostaje naciągnięta, pojawia się napięcie. To wewnętrzny stan, który łączy dwa obiekty w jednym punkcie – strzelca i cel. To gotowość. Masach może działać w różnych aspektach, może działać między wymiarowo. Można nim przyciągać struktury z zupełnie innej rzeczywistości, z wyższych wymiarów, lub z niższych. Zasada działania jest ta sama, ale miara jego wykorzystania jest praktycznie nieograniczona.

Napięcie może być napięciem myśli, napięciem uwagi, napięciem intencji, napięciem duszy, napięciem miłości, napięciem światła. W zależności od tego, czego się dotyka, tam przejawia się napięcie i w tym momencie nadaje się ruch wektorowi. Zwykłe napięcie niższej formy nie wystarczy. Chodzi o napięcie wyższej inteligencji. To Masach decyduje o tym, co z wewnętrznego Tora ma zostać wyłonione na zewnątrz. To on jest punktem styku, w którym wewnętrzna wola napiera na ścianę rzeczywistości, aż ta zacznie pękać i układać się według nowego wzorca.

W tym miejscu należy zadać pytanie, które zmienia całe dotychczasowe rozumienie celu istnienia. Po co to wszystko? Po co istnieją wymiary? Po co te wszystkie struktury, światy, poziomy subtelnych istot? Można by rozważać, że to wyższe poziomy, bliższe Stwórcy. Ale pytanie brzmi wprost: czy nie prościej byłoby stworzyć tylko materialny świat, i na tym poprzestać?

Odpowiedź kryje się w samej naturze pragnienia. Każdy rodzaj świata, każda rzeczywistość, która może się objawić, to nic innego jak różne systemy zadowolenia i błogości.

Weźmy zwykłego człowieka. On znajduje zadowolenie w najprostszych formach: w jedzeniu, w spacerach, w fizycznym komforcie. Dla niego to jest wystarczające, jego struna łuku jest napięta tylko na tyle, by zdobyć to, co materialne. Ale co się dzieje, gdy ten człowiek przestaje znajdować błogość w tym miejscu? Gdy materialne formy przestają dawać satysfakcję?

To nie jest koniec. To znak, że dla niego przygotowany jest kolejny świat, kolejny wymiar rzeczywistości. On nie musi porzucać tej niższej formy, może jednocześnie istnieć w jednej i w drugiej, jeżeli tego zechce. Jeżeli nie zechce, może porzucić jedną i wejść do drugiej. Wszystkie te światy to skala gęstości świadomości, gdzie pragnienie staje się coraz bardziej subtelne, aż do momentu, w którym utożsamia się z samym Źródłem.

Tu dochodzimy do zjawiska, które jest dowodem na istnienie tych praw w praktyce. Filozofie Wschodu, hinduizm, filozofia chińska, tradycje nieśmiertelnych – do czego one dążyły? Do poznania rzeczywistości, do opanowania systemu wektorów i Masachu. Ci mistrzowie, kapłani z Indii, z Tybetu, oni dawno znają te zasady. Oni wiedzą, że kreacja rzeczywistości leży w ich rękach.

Wiele ludzi pyta: dlaczego oni, mając takie zdolności, nie zmieniają świata, dlaczego nie ingerują w cierpienie, skoro potrafią? Odpowiedź jest prosta: dlatego że to nie jest im potrzebne. Oni kreują rzeczywistość systemami wektorów, korzystając ze wszystkich możliwych opcji, układając ją wewnętrznie tak, aby była jak najbardziej przyjazna ich wewnętrznemu prawu. Mogą być w chaosie i szumie trójwymiarowego świata, ale im to w ogóle nie przeszkadza, bo oni operują na innej częstotliwości.

I tu rodzi się kolejny, wstrząsający fakt. W księgach mędrców kabbaly jest powiedziane, Stwórca dla każdej Duszy przygotował 310 światów. Zwykły człowiek nawet nie potrafi sobie tego wyobrazić. Dla niego abstrakcją jest dziesięć światów, a tu nagle 310. Ale to jest właśnie rzeczywistość. Rzeczywistość to ten stan, który realizuje się zgodnie z systemem wyjścia impulsów. Każdy człowiek, który potrafi korzystać z wektorów, potrafi układać rzeczywistość wewnętrznie, nawet bez korzystania z myśli i słów.

Dlatego ci, których nazywa się nieśmiertelnymi, żyją po dzień dzisiejszy. Nie nazywaliby się oni nieśmiertelnymi, gdyby byli ograniczeni do jednej formy. Zwykły człowiek ich nie widzi. Dlaczego? Ponieważ ilość światów, które zostały przez nich stworzone i w których oni mogą znajdować się, znacznie wykracza poza rozumowanie zwykłego człowieka. Oni istnieją w tych 310 systemach zadowolenia, podczas gdy przeciętny umysł tkwi w jednym, trójwymiarowym, ograniczonym iluzją czasu.

Tu wchodzimy w dylemat spektrum przyczyn. Przyczyny jako takie zawsze istnieją i będą istniały. One wychodzą z wewnętrznej motywacji i głębokiego pragnienia, które wywołuje napięcie. A jeżeli pragnienie wywołuje napięcie, powstaje system łuku, czyli gotowość do określonych poziomów.

I tu leży największa tragedia większości ludzi. W decyzji, w wyborze, ludzie nie mają pojęcia takiego jak „gotowość”. A powinni mieć. Człowiek nigdy nie jest gotów, bo boi się napięcia. Boi się tego stanu, w którym struna łuku jest napięta do granic możliwości. Jeżeli człowiek znajduje się w systemie napiętego łuku od wewnętrznego, to znaczy, że bezproblemowo potrafi zrobić kolejny krok, potrafi wejść w czwarty, w piąty wymiar. Jeżeli jego struna łuku jest bardzo słaba, jeżeli jego decyzja jest znikoma, jeżeli zadowala się niższymi poziomami błogości – jemu nie świeci otwarcie wyższych wymiarów. To wszystko jest dla niego stanem abstrakcyjnym, mitem, bajką.

Odrzuciliśmy struktury czasu. Odrzuciliśmy struktury przestrzeni jako jedynej rzeczywistości. Odrzuciliśmy wszystkie elementy, których ludzie kurczowo się trzymają, by czuć się bezpiecznie w swojej iluzji. Co nam pozostało? Istnienie czystego bytu i aspekt pewnego poziomu zadowolenia, które ten byt napędza.

I tu należy obalić jeszcze jeden, niezwykle mit. Mit, który blokuje rozwój i zamyka drogi do prawdziwego zrozumienia. Istnieje przekonanie, że duchowość, to wyjście z poziomu materii. Że aby wejść w wyższe wymiary, trzeba odwrócić się od świata, wyrzec się materii, uciec w subtelne sfery.

Z punktu widzenia prawdy o strukturze wszechświata, jest to zasadniczy błąd. Gdyby było tak, gdyby czysty duch oznaczał ucieczkę od materii, Światło Stwórcy nigdy by nie przenikało niskiej materii. A jednak ono nie tylko przenika, ale jeszcze podtrzymuje jej istnienie! To znaczy, że rozprzestrzenianie światła idzie nie tylko od subtelnych aspektów, ale przenika całość wszystkich bytów.

Nasz świat materialny, o którym się mówi, wcale nie jest tym najbardziej gęstym. Są światy jeszcze bardziej gęste niż nasz, znajdujące się jeszcze poniżej. To jest dobrze opisane w starych hinduskich Wedach.

Czysty Duch to nie ucieczka. Czysty Duch to możność objawienia w KAŻDEJ formie, w KAŻDEJ strukturze, od najbardziej gęstych światów do najbardziej wysokich.

Przypomnijmy sobie zwykły przykład z fizyki. Woda przechodzi w parę. Para nie jest wodą w sensie ciekłym, jest wodą w innej postaci, w innym stanie skupienia. Ale ona nigdy nie utraciła właściwości wody i może w każdej chwili je przywrócić. Podobnie jest z człowiekiem i jego świadomością. Kiedy istota się rozwija, nie jest jej konieczne porzucanie wszystkich form. Ona musi zdobyć umiejętność przebywania w każdej formie, której tylko zna.

Jeśli potrafisz operować tylko w subtelnych aspektach, a boisz się materii, jeśli uciekasz od gęstego świata – twoja świadomość jest ograniczona. Prawdziwe mistrzostwo, prawdziwa nieśmiertelność, to stan, w którym dusza może przebywać we wszystkich formach. Jedyną strukturą, która to ogranicza lub rozszerza, jest aspekt rzeczywiście realnej potrzeby. Jeżeli dusza pragnie danego stanu, ona go osiągnie. Jeżeli dusza nie ma na ten poziom wiedzy i jest ograniczona, rzecz jasna, że będzie zadowalać się w najniższych strukturach rzeczywistości, tkwiąc w iluzji braku wyboru.

Kropla atramentu wpuszczona do beczki czystej wody zmienia ją na zawsze. Woda już nigdy nie powróci do tego samego stanu. Podobnie jest z każdą nową informacją, z każdym nowym wektorem, który wchodzi w struktury świadomości. Nie trzeba niczego „pilnować”, nie trzeba ciągle utrzymywać stanu zdrowia czy duchowości poprzez wysiłek. Fakt wejścia własnym polem informacyjnym w głębsze struktury zmienia globalnie spostrzeganie. Świadomość, raz rozszerzona, raz dotknięta napięciem wyższego wymiaru, nigdy nie powraca do zewnętrznego spokoju, który był przedtem. Ona pracuje na innych zasadach, na innej fali, bez konieczności ciągłego przeprogramowywania. To są prawa nadrzędne, których nawet konstruktorzy materialnego świata często nie dostrzegają, bo operują wewnątrz symulacji.

Zatem, podsumowując tę podróż przez strukturę rzeczywistości, należy jasno stwierdzić: nie jesteśmy więźniami czasu. Nie jesteśmy ofiarami przestrzeni. Nie jesteśmy biernymi odbiorcami skutków.

Czas to jedynie miara naszego oporu wobec materii. Przestrzeń to jedynie projekcja naszych niewykorzystanych wektorów. Czwarty wymiar to nasz wgląd w przyczynę. Piąty wymiar to nasza zdolność do wyjścia z wewnętrznego Tora i manifestacji nowego wzorca. A Masach, to napięcie naszego łuku, które decyduje o tym, czy pozostaniemy w cieniu, czy sami staniemy się źródłem światła.

Cała mnogość światów nie jest po to, by uciekać od tego, na najniższych poziomach. One są po to, by uświadomić sobie, że to, co tu i teraz, jest tylko jednym z nieskończonych stanów skupienia tej samej, plastycznej rzeczywistości. Nie potrzebujemy oświecenia, które zabierze nas z tego świata. Potrzebujemy przebudzenia, które pozwoli nam w tym świecie rządzić.

Kiedy zrozumie się, że dusza nie jest więźniem, lecz architektem, który może przebywać w każdej formie, jakiej zapragnie – problemy znikają. Przestają być przeszkodami, a stają się jedynie materiałem, najgęstszą możliwą materią, która czeka, aż nada się jej formę swoim Masachem. Jesteśmy tutaj po to, by działać w każdej skali: od najgęstszej materii, po najczystszy impuls. I to jest jedyny stan, który czyni istotę w pełni świadomą, w pełni suwerenną i w pełni nieśmiertelną. Reszta to tylko cień na ścianie jaskini, czekający na tych, którzy odważą się naciągnąć cięciwę.

®:Aleksandr